1 marca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Z tej okazji przypominamy sylwetkę Józefa Franczaka (pseudonim "Lalek"), który zginął 21 października 1963 roku od ubeckich kul.

"Lalek" był podkomendnym znanych bohaterów podziemnej partyzantki - majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory" i kapitana Zdzisława Brońskiego "Uskoka". Sam zyskał jednak nawet jeszcze większy rozgłos, gdyż zginął jako ostatni Żołnierz Niezłomny, a w ostatnich miesiącach życia w ukrywaniu się pomagało mu około 200 osób. Po rozprawieniu się z "Lalkiem" komunistyczni oprawcy nie zawahali się nawet przed sprofanowaniem jego zwłok.

Po ukończeniu Szkoły Podoficerskiej w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu Franczak przydzielony został do Plutonu Żandarmerii w Równem. Tam zastał go początek II wojny światowej. Po 17 września 1939 r. i wkroczeniu do Polski Sowietów, został przez nich aresztowany. Zdołał jednak wymknąć się z niewoli. W 1940 roku wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, który potem został przemianowany na Armię Krajową. Działał w podziemiu do 1944 r. W tym samym roku jako oficer został przymusowo wcielony do 2. Armii Wojska Polskiego.

Czytaj też o Antonim Żubrydzie: Komuniści na Podkarpaciu panicznie się go bali

"Lalek" w konspiracji

W styczniu 1945 Józef Franczak był świadkiem wydawania i wykonywania wyroków śmierci na AK-owcach (m.in.: w miejscowości Uroczysko Baran w pobliżu Międzyrzeca Podlaskiego). Ten strarszliwy obraz zmotywował go do dezercji. Wkrótce NKWD zaczęło go poszukiwać i tak właśnie rozpoczął się 18-letni okres jego konspiracji.

"Lalek" wraz z kolegami z podziemia antykomunistycznego brał na celownik wielu "utrwalaczy władzy ludowej" – milicjantów i żołnierzy formacji bezpieczeństwa. Kilka razy był ranny, a raz został aresztowany. W czerwcu 1946 r. Urząd Bezpieczeństwa urządził w okolicy, w której ukrywał się Franczak, wielką obławę. "Lalek" miał przy sobie dokumenty wystawione na inne nazwisko. Zadowoleni z akcji ubecy pojechali do wsi Chmiel na wesele.

Gdy po upojnej zabawie ciężarówka z aresztantami jechała do Lublina, partyzanci rzucili się na będących pod wpływem alkoholu ubeków, rozbroili ich i zabili pięciu z nich. Akcją kierował właśnie "Lalek". Tak żołnierze z powrotem znaleźli się na wolności.

W 1947 r. Franczak dołączył do oddziału żołnierzy podziemia niepodległościowego, dowodzonego przez kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka".

Łapanka w okolicach Chmielu była związana z poszukiwaniami "Lwa" – Antoniego Kopaczewskiego, kierownika Inspektoratu Lubelskiego organizacji Wolność i Niezawisłość. Kilka miesięcy później, w wyniku donosu i obławy "Lew" został zastrzelony, gdy uciekał z konspiracyjnej kwatery. W podpalonych przez UB zabudowaniach tlenkiem węgla śmiertelnie zatruło się kilka osób, w tym czteroletnia córka gospodarzy.

Na tropie konfidentów

"Lalek" przeprowadzał później zamachy na współpracowników komunistycznego aparatu terroru, w tym cywilnych donosicieli. Jednym z nich było wykonanie wyroku na Franciszku Kasperku, ps. "Hardy", byłym partyzancie podziemia niepodległościowego, który po ujawnieniu się w 1947 r., przyczynił się do aresztowania Zygmunta Libery "Babinicza" i śmierci swojego byłego dowódcy – Zdzisława Brońskiego "Uskoka".

Przy pomocy Stanisława Kuchciewicza "Wiktora", Franczak zlikwidował również innego konfidenta – chłopa Franciszka Drygałę, który wydał wcześniej UB dwóch partyzantów. Donosy Drygały groziły dekonspiracją całego kierownictwa lubelskiego podziemia antykomunistycznego, trzeba było więc działać szybko. "Lalek" kierował działaniami kilkuosobowego patrolu zbrojnego, który odpowiadał m.in. za wykonywanie kar chłosty lub śmierci na tajnych współpracownikach UB i członkach PPR.

10 lutego 1953, razem z "Wiktorem" i Zbigniewem Pielachem "Felkiem" przeprowadzili podjęli próbę napaści na kasę Gminnej Spółdzielni w Piaskach, aby zdobyć fundusze na przetrwanie zimy. Akcja nie udała się, kasjer zdążył o wszystkim poinformować milicję. W trakcie wymiany ognia z milicjantami śmierć poniósł Stanisław Kuchciewicz – ostatni dowódca Franczaka.

Jego los podzielili wcześniej Hieronim "Zapora" Dekutowski, Zdzisław "Uskok" Broński i wielu innych. "Lalek" przez następne 10 lat pozostawał w ukryciu. Możemy wtedy uznać masowy opór leśnej partyzantki za praktycznie zakończony, chociaż walkę prowadziły jeszcze pojedyncze oddziały.

Franczak nie zdecydował się na ujawnienie w trakcie amnestii ogłoszonej w kwietniu 1956 r. Miał wyraźne powody, by nie wierzyć w dobre intencje władzy ludowej. Skazany na banicję, wyjęty spod prawa przez ówczesny reżim, aż do 21 października 1963 roku ukrywał się.

Polowanie na Franczaka

Tajne służby jednak nie poddawały się, złapanie "Lalka" stało się dla nich punktem honoru. Formalne rozpracowanie Franczaka rozpoczęły już 16 listopada 1951 roku w ramach operacji o nazwie "Pożar". Wykorzystano w niej aż 27 tajnych współpracowników UB, rekrutujących się z jego bliskiego środowiska towarzyskiego. Łącznie zaangażowano we współpracę z bezpieką około 100 osób, co stanowiło i tak dwa razy mniejszą liczbę w porównaniu do grupy ludzi zaangażowanych w jego ukrywanie.

Franczak został zadenuncjowany przez Stanisława Mazura, krewnego swojej partnerki życiowej, który był tajnym współpracownikiem SB.

Jego ostatnie chwile według raportu SB wyglądały następująco:

"Okrążenia zabudowań dokonano z podjazdu przez grupę operacyjną ZOMO, składającą się z 35 funkcjonariuszy doprowadzonych do meliny przez dwóch oficerów Służby Bezpieczeństwa. Z chwilą okrążenia zabudowań Franczak wyszedł ze stodoły, pozorując gospodarza rozważał możliwość wyjścia z obstawy, a gdy został wezwany do (nieczytelne) chwycił za broń – pistolet, z którego oddał kilka strzałów. W tej sytuacji grupa likwidacyjna ZOMO przystąpiła do likwidacji. Franczak mimo wzywania go do zdania się podjął obronę i wykorzystując słabe punkty obstawy pod osłoną zabudowań wycofał się około 300 m od meliny, gdzie podczas wymiany strzałów został śmiertelnie ranny i po kilku minutach zmarł."

Po śmierci "Lalka komuniści odrąbali mu głowę i oddali ciało rodzinie. Dopiero po 20 latach jego szczątki za sprawą siostry zostały przeniesione na cmentarz parafialny w Piaskach. Niedawno odkryto, że czaszka ostatniego Żołnierza Niezłomnego trafiła do zbiorów Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, gdzie była poddawana naukowym badaniom. Oczywiście zwrócono ją synowi żołnierza Markowi, by mógł dokonać katolickiego pochówku. Po 1989 r. powrócił on formalnie do nazwiska swojego ojca.

Ostatni taki partyzant

Józefa Franczaka (ps. "Lalek") należy uznać za ostatniego poległego w boju partyzanta podziemia poakowskiego w Polsce.

Sąd wojewódzki w Warszawie, unieważniając wyroki śmierci płk Hieronima Dekutowskiego, przełożonego "Lalka" i jego towarzyszy, w uzasadnieniu napisał m.in.: "żołnierze AK, działający później w organizacji WiN, byli zmuszeni do przeciwstawienia się zbrojnej masowej eksterminacji, poprzez walkę zarówno z oddziałami NKWD, jak i wspierającymi je formacjami polskimi, tj. milicją, UB i tzw. Wojskami Wewnętrznymi. Była to walka potrzebna i celowa, polegająca na odbijaniu jeńców lub zapobieganiu morderstwom i aresztowaniom. Sąd Najwyższy określa to obecnie w swoim orzecznictwie jako prawo do zbiorowej obrony koniecznej. Nie ulega wątpliwości, że właśnie taki charakter miały działania zbrojne oddziału "Zapory".

17 maja 2008 r. prezydent Lech Kaczyński uhonorował "Lalusia", nadając mu pośmiertnie Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Z kolei w 2013 roku, w 50. rocznicę śmierci Franczaka, Sejm uczcił go specjalną uchwałą. "Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, oddając cześć sierżantowi Józefowi Franczakowi, ostatniemu Żołnierzowi Wyklętemu, przypomina tragiczną i bohaterską ofiarę polskiej krwi złożoną na ołtarzu Niepodległej, w walce z sowiecką agresją i komunistycznym zniewoleniem" - czytamy w jej fragmencie.

Józef Franczak nie był jednak najdłużej działającym antykomunistycznym partyzantem na terenach tzw. bloku wschodniego. Dopiero 28 września 1978 r. w zasadzce KGB poległ August Sabbe - ostatni żołnierz formacji Leśnych Braci, działających na terenie Estonii, będącej wówczas jedną z republik Związku Radzieckiego.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (70)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Dekster (gość) (lisa)

To Pilecki zginął w Auschwitz? A Żydzi z sonderkommando nie tworzyli ruchu oporu i nie wystąpili zbrojnie? Nie czuję się zniewolony:-) Chyba że przez rzymsko-pedofilską sektę i ruchy narodowo-faszystowsko-"wyzwoleńcze".

O obezwładnienie zydowskiego okupanta ! (gość)

Niechaj energie zza grobów Zołnierzy Niezlomnych i Duch Narodu Polskiego obezwładnią prześladowców !

POLSKI OBYWATELSKI RUCH OPORU - KONTUNUATOREM IDEI WALKI NARODOWO-WYZWOLEŃCZEJ Armii Krajowej i ŻOŁNIERZY NIEZŁOMNYCH !!!!
http://www.petycjeonline.com/forum/126531
http://www.petycjeonline.com/protes_przeciw_ustawie_nowe_prawo_geologiczne_i_gornicze

wojak (gość)

I dlatego też powinno się stworzyć drogę wodną Zalew - Zatoka (wraz z przekopem Mierzei) aby w razie wkroczenia Ruskich na wody zalewu można by się było ewakuować na Bałtyk. Jest to aspekt strategiczno-militarny druga wielka korzyść nowej drogi wodnej to rewitalizacja gospodarcza i turystyczna całego regionu(kilka powiatów). Nie zdajemy sobie nawet sprawy jakie korzyści prowadzi za sobą ta inwestycja. Od dziesiątek lat na Żuławach i ziemi Elbląskiej nie robi się nic. Czas to zmienić.

Gdyby kogoś babcia nie uczyła czytać ze zrozumieniem (gość)

"Sąd wojewódzki w Warszawie, unieważniając wyroki śmierci płk Hieronima Dekutowskiego, przełożonego "Lalka" i jego towarzyszy, w uzasadnieniu napisał m.in.: "żołnierze AK, działający później w organizacji WiN, byli zmuszeni do przeciwstawienia się zbrojnej masowej eksterminacji, poprzez walkę zarówno z oddziałami NKWD, jak i wspierającymi je formacjami polskimi, tj. milicją, UB i tzw. Wojskami Wewnętrznymi. Była to walka potrzebna i celowa, polegająca na odbijaniu jeńców lub zapobieganiu morderstwom i aresztowaniom. Sąd Najwyższy określa to obecnie w swoim orzecznictwie jako prawo do zbiorowej obrony koniecznej. Nie ulega wątpliwości, że właśnie taki charakter miały działania zbrojne oddziału "Zapory". "

lisa (gość) (Dekster)

Tak działał. Z Cyrankiewiczem (konfidentem nkwd i gestapo) na czele. Dlatego Pilecki musiał zginąć. Wiedział zbyt dużo na temat tego "ruchu oporu". Zamiast propagandy proponuję historię, ona cię wyzwoli.

Longinus (gość) (ROBSON)

Robsonie ,zgłoś się na ochotnika do obozu ,napisz raport co się tam dzieje i poinformuj o tym świat ,może wtedy poznasz czym jest "BOCHATERSTWO" ,ale póki co to ucz się intensywnie.

Dekster (gość) (Zydowskie minusy precz z Polski !)

Ale bełkot, tego się nawet nie da czytać. Ile jeszcze takich hitlersynów żyje.... Całe życie byłeś nikim, nie odnalazłeś się, musi to być przez kogoś, odpie...dol się od Żydów, weź się do nauki i pracy to dojdziesz być może do tego co oni, a tak jesteś tylko nędzną faszystowską gnidą.

Dekster (gość) (Komuna???)

Uuuuu do lekarza psychiatry i to szybko. Hitler już nie żyje, Auschwitz nie działa, zapomniałeś? Tam byś się odnalazł razem z SS. Taka sama ideologia.

ROBSON (gość)

Co wy tak z Pileckim. Chciał wysadzic brame w OBOZIE? 300 więzniów być może by UCIEKŁO ,a SS 3.000 99yśiące ) a może i więcej ROZSTRZLALI. I gdzie tu BOCHATERSTWO.