Duchy w Wielkopolsce. Czy nadal straszą w naszych miastach i miasteczkach?

Magda Prętka, Arkadiusz Dembiński
Pixabay / fietzfotos
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Czy duchy w Wielkopolsce wciąż straszą? A jeśli tak, to gdzie? Dlaczego szamotulska Halszka nazywana jest Czarną Księżniczką? I dlaczego spędziła najpiękniejsze lata swego życia odziana w szaty żałobne? Skąd wzięły się czarownice w powiecie wągrowieckim? Jak to możliwe, że ciszę nocy przerywają śmiechy postaci lecących na miotłach nad miastem? Kto strzeże spokoju zmarłych z rodziny Twardowskich pochowanych w kobylnickim lesie? Czy w opowieściach o duchach i tajemniczych postaciach jest ziarenko prawdy?

Duchy w Wielkopolsce

Ponoć każde miasto w Wielkopolsce ma swojego ducha. Występują w ludowych podaniach i legendach, ubarwiając historie naszych miast i miasteczek. Niektóre stały się ważnym elementem regionalnej turystyki, a nawet bohaterami lokalnych wydarzeń kulturalno - rozrywkowych. I chociaż historie z nimi związane często traktujemy z przymrużeniem oka, faktem jest, że opowieści o czarownicach lub tajemniczych postaciach nawiedzających ludzi, w sposób szczególny wpisały się w dzieje Wielkopolski. Dziś ciekawie łączą przeszłość z teraźniejszością. Ale gdzie w Wielkopolsce spotkamy duchy? I... czy nadal straszą?

Duchy w Wielkopolsce - Halszka straszy w Szamotułach?

Nocą, gdy Szamotuły zasypiają, w pobliżu Zamku Górków słychać zawodzenie i szloch. Panująca w mieście cisza przerywana sporadycznie odgłosem przejeżdżających samochodów, roznosi pełne goryczy i żałości dźwięki po starej części Szamotuł. Bardzo wyraźnie słychać je na Placu Sienkiewicza i ulicy Wronieckiej. Nie bez powodu zresztą. Wymykając się ze swojej baszty, Halszka każdej nocy przemierza podziemny tunel prowadzący do bazyliki kolegiackiej. Tam, przy ołtarzu Matki Boskiej Czarna Księżniczka, jak zwykło się ją nazywać, godzinami modli się za kratami w małej niszy, zawierzając Maryi swe zmartwienia i troski, czasem potajemnie wysłuchując mszy.

Czarna Księżniczka istniała naprawdę. Nocą wciąż można ją spotkać?

Tę historię w Szamotułach zna chyba każdy. Niektórzy przekonują nawet, że postać kobiety spowitej w czarne szaty udało im się kiedyś nocą dostrzec w parku okalającym zamek lub oknie baszty dumnie unoszącej się nad ulicami miasta. Nie jest to tylko miejska legenda. Halszka – Elżbieta Górkowa istniała bowiem naprawdę.

Urodziła się 19 listopada 1539 roku w Ostrogu. Niestety jako spadkobierczyni ogromnej fortuny padła ofiarą majątkowych przetargów i kombinacji swego dziadka – króla Zygmunta Starego oraz matki, Beaty Kościeleckiej. Regionalista, Romuald Krygier pisał, że Halszka „od dziecka była przedmiotem walki między możnymi i bezwzględnymi kandydatami do jej ręki, którzy gwałtem, podstępem i siłą zabiegali o olbrzymi majątek, dając głośne na całą Rzeczpospolitą widowisko okrucieństwa, chciwości i egoizmu”. I tak faktycznie było.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: LEGENDA O CZARNEJ DAMIE. CZY DUSZE KOCHANKÓW POŁĄCZYŁY SIĘ ZAZNAŁY SPOKOJU?

Wbrew woli matki, ale też i swojej, Halszka poślubiła starostę czerkaskiego, Dymitra Sanguszkę, z którym wkrótce potem uciekła do Czech. Ich małżeństwo nie było jednak ani szczęśliwe, ani też długie. W Czechach odnalazła ich grupa panów koronnych, którzy Sanguszkę zamordowali, a Halszkę sprowadzili z powrotem na teren Rzeczpospolitej. Król Zygmunt zadecydował wówczas, że wnuczka wyjdzie za Łukasza III Górkę, późniejszego wojewodę poznańskiego. A jak zadecydował, tak też się stało. Przyszła panna młoda nie miała co dyskutować z wolą dziadka. Matka również na to małżeństwo się nie zgadzała, dlatego tuż po ślubie, który odbył się na zamku królewskim w Warszawie, wraz z Halszką uciekła i schroniła się w klasztorze dominikanów we Lwowie.

Czarna Księżniczka zamknięta w wieży

Łukasz Górka, znany ze swej chciwości i zawziętości o młodą żonę, a raczej o jej posag, postanowił walczyć. Wraz z królewskimi żołnierzami, oblężył więc klasztor. Księciu Symeonowi Słuckiemu, który był w zmowie z Beatą Kościelecką udało się jednak – w stroju żebraka – do siedziby dominikanów przekraść i wziąć z Halszką ślub. Jak później się okazało – nie miało to większego znaczenia. Górka wziął bowiem klasztor szturmem, a następnie wywiózł Halszkę do swego zamku w Szamotułach. Będąc tak daleko domu rodzinnego nie zaznała ona szczęścia. Z dziewczyny wesołej, lubiącej zabawę i szukającej rozrywki, stała się pogrążoną w melancholii kobietą, stroniącą od kontaktów z ludźmi i wszelkich uciech. Małżonek zresztą nigdy nie darzył jej wielkim uczuciem i szybko porzucił. Zamykając Halszkę w zamkowej wieży (jednej z czterech, jakie istniały przy zamku), w której spędziła 14 lat, skazał ją na osamotnienie i cierpienie zarazem.

Duch Halszki wciąż obecny jest w mieście

Tak Czarna Księżniczka spędziła najpiękniejsze lata swego życia – odziana w szaty żałobne i czarną maskę, którą Górka miał jej założyć na twarz, a której nie zdjęła już do końca życia (tak historię Czarnej Księżniczki chciała widzieć legenda). Obserwując ludzi jedynie z okna swej komnaty w baszcie, słysząc głosy służek, tylko wówczas, gdy przynosiły jej jedzenie. Z upragnieniem wyczekiwała zmroku, kiedy podziemnym kużgankiem będzie mogła udać się do kościoła. W baszcie, w roku 1573 Halszka doczekała śmierci męża. Sama zmarła 9 lat później w wieku 42 lat.

Dziś, z wieloma elementami legendy historia dyskutuje. Stosunkowo płytkie fundamenty baszty przeczą istnieniu podziemnego korytarza. Na msze i modlitwę Halszka prawdopodobnie chodziła do kaplicy zamkowej (dziś nie pozostał po niej żaden ślad), a przydomek Czarnej Księżniczki wziął się raczej od koloru jej włosów, aniżeli maski na twarzy. Niemniej, mimo upływu lat, jej duch wciąż obecny jest w mieście.

Duchy w Wielkopolsce - skąd w Wągrowcu czarownice?

Każdej pełni nad Wągrowcem można usłyszeć dziwny szelest. Ciszę nocy przerywają śmiechy postaci lecących na miotłach nad miastem. Niejednokrotnie ścigają się w swoistym wyścigu nad Jeziorem Durowskim. To czarownice. Powracają wraz z pełnią księżyca na wzgórze pomiędzy Wągrowcem a Rgielskiem, aby spotkać się w miejscu, które niegdyś było miejscem ich kaźni. To tu świętują, bawią się na sabacie. Niegdyś spotykały się na innym wzniesieniu... Tak zwanej Łakinie. Stąd zostały jednak przepędzone. To tylko jedna z wągrowieckich legend o czarownicach. Jak się okazuje cały czas tworzone są nowe. Jak choćby ta o rzekomej klątwie.

Klątwa czarownic z Wągrowca

Geneza tej legendy, w przeciwieństwie do wcześniejszej, ma zaledwie kilka lat, kiedy to za jej pomocą niektórzy próbowali tłumaczyć sobie wzrastającą liczbę samobójstw w mieście. W Wągrowcu w XVII w. palono na stosie osoby posądzone o czarną magię. Jedna z nich została spalona na Rynku. W odwecie za swoją śmierć przeklęła miasto. „Co sto lat w danym roku miało powiesić się w Wągrowcu 30 osób, jeżeli przepowiednia się nie wypełni, klątwa powraca po 20 latach” - głoszą krótkie słowa legendy. Opowieści o czarownicach są ściśle związane z Wągrowcem. Do postaci, które palono na stosie, nawiązywały nawet odbywające się co roku w mieście festyny. Nie brakowało na nich inscenizacji, w których to czarownice paradowały przez miasto, a następnie... płonęły stosy, w nawiązaniu do wydarzeń sprzed wieków.

Czarownice z Wągrowca płonęły na stosie. Czasami wystarczyły tylko plotki...

Jak się okazuje wągrowieckie legendy mają podłoże historyczne. Na przełomie XVII i XVIII wieku w Wągrowcu rzeczywiście płonęły stosy. Ten czas był bardzo ciężki dla całej naszej części Europy, także i dla Wągrowca.

- Były to lata klęsk. Ludziom doskwierał głód. Panowały zarazy, które często zbierały straszliwe żniwo. Wszystko to sprzyjało poszukiwaniu winnych tych nagłych nieszczęść. Co ważne, w tym okresie coraz więcej osób zaczynało szukać oparcia i pomocy w kościele, w wierze- wyjaśniał Marcin Moeglich, historyk w Muzeum Regionalnym w Wągrowcu - A to sprzyjało wierze w moce nieczyste, w diabła i jego wyznawców na ziemi, w tym także czarownice - dodaje.

O nasileniu procesów o czary właśnie w tym okresie świadczą akta, które przetrwały do dziś. Jak się okazuje na stos było można wówczas trafić bardzo łatwo.

- Czasem wystarczyła tylko zwykła plotka na temat danej osoby- wyjaśniał historyk, interesujący się dawnymi procesami o czary.

Królowa wągrowieckich czarownic

W taki sposób na ławie oskarżonych znalazła się między innymi wągrowczanka Konstancja Kicina. Z jej akt procesowych można się dowiedzieć, że była ponoć jedną z bardziej zamożnych wągrowieckich mieszczanek. Oskarżona została zaś na podstawie plotek, jakie na jej temat opowiadały.. służące. Otóż opowiadały one, że gdy ta kobieta jechała wozem po jednej z dróg w okolicach Wągrowca, to pojawił się tam również czort, w postaci małego czarnego źrebięcia. Dziś taka historia wydaje się nieprawdopodobna, jednak wówczas to wystarczyło, aby kobieta stanęła przed ławą oskarżonych i została skazana na śmierć przez spalenie na stosie. Taka sama kara spotkała także niejaką Marchewczynę. Tu natomiast plotka głosiła, że jest ona królową wągrowieckich czarownic. Została skazana i spalona na stosie.

Dokładne miejsce, gdzie płonęły wągrowieckie stosy nie jest znane. Należy jednak domniemać, że miało to miejsce na wzgórzu, na którym to dziś zgodnie z legendą mają spotykać się czarownice na swoich sabatach...

Duchy w Wielkopolsce - cmentarz ukryty w kobylnickim lesie

Kobylnickie lasy skrywają wiele historii, opowiadanych cicho, szeptem wręcz przez duchy przeszłości. Od lat snują tragiczną opowieść o ofiarach zbrodni hitlerowskich - pomordowanych tu przez Niemców Polakach, których upamiętniają dziś 2 symboliczne mogiły. To jednak nie jedyna nekropolia położona pośród majestatycznych drzew.

W lesie, około 2 kilometrów od wsi Kobylniki, nieopodal rzeki Samy, na niewielkim wzgórzu pochowano członków i członkinie rodziny Twardowskich - dawnych właścicieli kobylnickiego majątku. Spoczywa tu także rodzina Lossow. Niewielki cmentarz na planie koła powstał w połowie XIX wieku z inicjatywy Dobrogosta Macieja Twardowskiego. Chciał on zostać pochowany obok swojej pierwszej żony, lecz z uwagi na fakt, że była ona katoliczką, a on ewangelikiem, nie było to wtedy możliwe.

Chcą uniknąć nieprzyjemnych scen związanych z pochówkiem, założył prywatny, niezwykle urokliwie położony rodzinny cmentarz w Kobylnikach, gdzie chowano odtąd zarówno ewangelickich, jak i katolickich członków rodu

- pisał Kazimierz Bem w artykule "Twardowscy i Lossowowie, czyli koniec polskiej jednoty wielkopolskiej", który opublikowany został w Miesięczniku Religijno - Społecznym poświęconym polskiemu ewangelizmowi i ekumenii "Jednota" (nr 1-2 z 2004 roku).

Kto strzeże spokoju zmarłych w Kobylnikach?

Na cmentarzu, otoczonym kamiennym murem znajduje się kilkanaście grobów. I chociaż czas odcisnął tu swoje piętno, miejsce to nadal wykorzystywane jest przez potomków ordynatów Twardowskich (ostatni pochówek odbył się w roku 2010). Legenda głosi, że spokoju zmarłych strzeże mężczyzna w czarnym fraku i cylindrze, który pojawia się tu w nocy. Być może, to za jego sprawą znacznie oddalona od budynków mieszkalnych nekropolia, na przestrzeni lat nie uległa dewastacji. Co prawda, prowadząca do niej cmentarna brama trzyma się tylko na wyrwanych zawiasach, a kamienny mur porasta gruba warstwa leśnego mchu, jednak w miejscu pochówku nie odnotowano aktów wandalizmu. Dawniej - jeszcze w latach 80. minionego stulecia cmentarz otaczały wysokie świerki, dodające nekropolii pewnego majestatu i klimatu grozy zarazem. Na skutek inwazji brudnicy drzewa jednak musiały zostać usunięte.

W lasach kobylnickich lasach czas... się zatrzymuje!

Życie w lasach kobylnickich biegnie własnym tempem, a czas dziwnie tu spowalnia. Wielu miłośników i miłośniczek aktywności sportowej, zaglądających w okolice grobów rodziny Twardowskich i Lossow przekonuje zresztą, że z niewyjaśnionych przyczyn czas dosłownie, właśnie tu staje. Kiedy w biegu lub na rowerze mijają nekropolie, aplikacje w ich smartfonach i zegarkach, na moment przestają działać. Niektórzy twierdzą nawet, że wskazują wówczas zupełnie inny czas - jakby nierzeczywisty...

Poznaj najciekawsze i nie koniecznie powszechnie znane historie o duchach, które spotkać można w najbliższej okolicy

Duchy powiatu kościańskiego - zapraszamy na wędrówkę w świat duchów, zjaw i niesamowitych historii związanych z naszym powiatem.

Duchy powiatu kościańskiego - poznaj niesamowite opowieści

Jakie miejsca w Polsce są uznawane za nawiedzone?

Te miejsca w Polsce uznawane są za nawiedzone! Mieszkasz w p...

Czy w oknie baszty dostrzec można postać Czarnej Księżniczki?

Szamotuły. Park Zamkowy i Baszta "Halszki" w nocnej odsłonie [ZDJĘCIA]

Wideo

Materiał oryginalny: Duchy w Wielkopolsce. Czy nadal straszą w naszych miastach i miasteczkach? - Szamotuły Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie