Krzysztof "Grabaż" Grabowski: Kiedy słowo stało się niczym

Agnieszka Świderska
Agnieszka Świderska
Krzysztof "Grabaż" Grabowski Fot. Sławomir Nakoneczny
- Czasami dopada mnie ponura konstatacja: patrzysz jak to wszystko k.. leci w przepaść i nie ma żadnej reakcji z twojej strony. Po prostu patrzysz na to. Włącza się jakiś ból. Żal. Czasami nie do zniesienia - mówi Krzysztof “Grabaż” Grabowski w rozmowie z Agnieszką Świderską.

Kiedy w 2007 roku zawieszaliście Pidżamę Porno mówiłeś, że już czas, by zaczęło buntować się pokolenie twojego syna. “Mamy przed oczami stan podwyższonej potworności”. Czy to z tego powodu znowu jesteś na barykadzie?

Krzysztof "Grabaż" Grabowski: Nie mam w sobie nic z trybuna ludowego, ani z gościa, który wiódłby tłum na barykady. Sam też na niej nie stoję. Jestem za to uwikłany w czas, w sytuację, która mnie wkurza, z którą się nie zgadzam, z którą mi absolutnie nie po drodze. Dzieją się rzeczy o których nikt o zdrowych zmysłach nie pomyślałby, że mogą się zdarzyć. I stąd wyszły takie, a nie inne utwory. Zresztą zawsze pisałem takie piosenki. W Pidżamie to zdecydowana przewaga, że o Rękach Do Góry nie wspomnę.

Był już taki czas kiedy wieszaliście na koncertach banery z podobiznami Wierzejskiego, Kurskiego, Giertycha i Zawiszy z napisem: “Nie pozwól im iść dalej, póki jeszcze czas, póki jeszcze można”, a “Idą brunatni” nigdy nie brzmiało mocniej? Czy stan podwyższonej potworności to taki właśnie czas?

Demokracja ma to do siebie, że raz rządzą ci, a raz tamci. Na całym świecie w większości przypadków jest tak, że jak rządzą tamci, to niewiele się to różni od sytuacji, w której rządzą ci. U nas mieliśmy do czynienia z próbą rewolucji, która się jeszcze nie skończyła, która ma wywrócić państwo do góry nogami i zaprowadzić nowe porządki, nową rzeczywistość, która dawno minęła i nigdzie na świecie już nie obowiązuje. Nawet w krajach ultrakatolickich obserwuje się dążenie do nowoczesności. Natomiast w Polsce przewagę na teraz nurt, który pragnie zmian regresywnych. W dodatku ci regresywni chcą wymóc na wszystkich przyjęcia ich punktu widzenia. To jest słabe. Z tym się nie zgadzam. Jeżeli dodamy do tego, że niemal codziennie wybucha jakaś afera, to człowiek, który by się tym tak literalnie przejmował, już dawno by zwariował. Na szczęście, mam dobre proszki.

W wywiadach nie ukrywasz, że te proszki są na depresję, z którą walczysz od lat. A czy są dość wystarczające na tę rzeczywistość, która w swojej “obłędnej defiladzie” wylewa się ze “Sprzedawcy jutra”?

Nie jestem optymistą. Raczej statecznym szydercą. Czasami dopada mnie ponura konstatacja: patrzysz jak to wszystko k.. leci w przepaść i nie ma żadnej reakcji z twojej strony. Po prostu patrzysz na to. Włącza się jakiś ból. Żal. Czasami nie do zniesienia. I myślisz o tym co działo się w Niemczech w latach trzydziestych. Że też wszyscy patrzyli, a agresywne stado z roku na rok było coraz większe. I ludzie patrzyli na nie z mniejszym i większym strachem, ale nic nie byli w stanie zrobić.

I myślisz o tym co działo się w Niemczech w latach trzydziestych. Że też wszyscy patrzyli, a agresywne stado z roku na rok było coraz większe. I ludzie patrzyli na nie z mniejszym i większym strachem, ale nic nie byli w stanie zrobić

To było jak śnieżna kula, która z każdym kolejnym obrotem była coraz większa i coraz szybsza. I już nie do zatrzymania. Patrzenie na to musiało sprawiać potworny ból.

Ta płyta też boli. “Wklejam się w skorupę kiedy się drze łachudra. Pozmieniajcie zamki w drzwiach nie wrócę tu po resztę ubrań”.

Akurat taka wyszła. Niektóre płyty były bardziej tu i teraz. Niektóre mniej. Raz były oderwane. Raz baśniowe. Są tacy, którzy twierdzą, że teksty na “Sprzedawcę jutra” napisałem po kokainie, bo każdy rockowy wokalista napierdala na kokainie. Mogę powiedzieć, że od 15 lat jestem czysty. Zawdzięczam to tabletkom, więc te piosenki siłą rzeczy nie mogły powstać na kokainie. Zresztą nigdy w życiu nie brałem kokainy. Może dlatego żyję.

Kiedy wiedziałeś, że w tym przypadku trafiła?
Jak to jest wrócić po 15 latach z nową płytą? Zmierzyć się z własną legendą?

Jak zespół wraca po 15 latach to wszystko jest inne. Dokładnie wszystko. Ludzie są inni. Instrumenty są inne. Studia są inne. Myślenie jest inne. I publiczność jest inna. Tylko nazwa jest taka sama. I to jest największy kapitał jaki ma Pidżama. 15 lat nie było płyty i ludzie zgłodnieli. Nabrali ochoty na tę płytę. Gdybyśmy ich zawiedli to by już było po zespole. W przypadku każdej płyty jak wydasz coś ch..., albo w swoim mniemaniu nawet dobrego, ale się po prostu ludziom w danym momencie nie spodoba, to musisz się bardzo długo odgrzebywać albo najczęściej giniesz. Płyta, żeby odnieść sukces, musi trafić w swój czas.

Po trzech dniach wiedziałem się, że się udało. Już w pierwszy dzień było dobrze, ale myślałem jeszcze, że to ci najwierniejsi z najwierniejszych. Drugiego dnia ci trochę mniej wierni z najwierniejszych. Trzeciego dnia to już było prawo serii. Nie mieliśmy jeszcze takiego efektu zwrotnego ze strony publiczności. Może po “Futuryście” czy “Dodekafonii”, ale nie na taką skalę. Tak jakoś wychodzi, że co 10 lat nagrywamy płytę, o której można powiedzieć, że jest wybitniejsza od pozostałych. Akurat moja ulubiona to “Piła Tango”. Tam napisałem najlepsze piosenki w życiu i byłem chyba w najlepszej formie.

Tak jakoś wychodzi, że co 10 lat nagrywamy płytę, o której można powiedzieć, że jest wybitniejsza od pozostałych. Akurat moja ulubiona to “Piła Tango”. Tam napisałem najlepsze piosenki w życiu i byłem chyba w najlepszej formie

Ta płyta (“Sprzedawca jutra - przyp. red). nie miała nic zrobić. Ona miała się tylko ukazać. Czy i co zrobi z ludźmi zależy już od nich. Moim zadaniem było napisanie dobrej płyty. Cała reszta nie leży już w mojej gestii. Każdy będzie ją odbierał inaczej.

Jednak śpiewasz: “Tu trzeba krzyczeć, trzeba się drzeć”. To konkretny przekaz do świadomości odbiory.

Wydaje mi się, że znaczna większość naszego społeczeństwa jest w tzw. fazie uśpionej. Są na totalnym śpiku. Trudno to nazwać drzemką poobiednią. To raczej chowanie głowy w poduszkę czy w piasek. Być może to miałem na myśli, żeby się obudzili, bo kradną im Polskę dookoła, a jak kradną im Polskę, to kradną ich samych.

Będą krzyczeć? Będą się drzeć?

Siła muzyki jest dziś znacznie mniejsza. Kiedyś gwiazda rock’n’rolla to była gwiazda. Pamiętam Krzysztofa Krawczyka, który w 88’ przychodził do wydziału paszportowego. Kolejka była po widnokrąg na cztery dni stania. “Proszę panie Krzysztofie”. Wszyscy go wpuścili. I to jest gwiazda rocka. Gwiazdą rocka jest Podsiadło, który w dziesięć minut sprzedaje Stadion Narodowy. I są jeszcze “gwiazdy”. Ludzie bez żadnych talentów, którzy doszli do wniosku, że są tak samo ważni jak ci, którzy ten talent mają. Bycie artystą się bardzo mocno spauperyzowało. Za to modne stało się jeb... artystów. Każdy może nas zwyzywać od kokainowców, zbuków, nieuków, zdrajców i co tylko ślina przyniesienie mu na język. Pod moim adresem wypowiedziano już chyba wszelkie możliwe obelgi. Spływają po mnie lepiej niż po kaczce.

Bycie artystą się bardzo mocno spauperyzowało. Za to modne stało się jeb... artystów. Każdy może nas zwyzywać od kokainowców, zbuków, nieuków, zdrajców i co tylko ślina przyniesienie mu na język. Pod moim adresem wypowiedziano już chyba wszelkie możliwe obelgi. Spływają po mnie lepiej niż po kaczce

Tak się zastanawiam jaką siłę ma słowo skoro takie rzeczy na nas nie działają, a wręcz przeciwnie, obelgi z niektórych stron działają na mnie jak balsam. Uzyskuję przez to potwierdzenie, że to, co robię jest ważne, przynajmniej w moim mniemaniu. Słowo stało się jednak niczym.

Jak to się stało, że słowa straciły swą moc? Swoją wartość?

Najpierw nas bardzo mocno pokłócono ze sobą stosując język, który od samego początku był poniżej jakiejkolwiek krytyki. Wszystko można było powiedzieć. Największe kłamstwo uczynić prawdą na tyle, że zaczęły w nie wierzyć miliony. Że wszystko na przykład jest winą Tuska. Że każdy kto myśli inaczej jest zdrajcą, komunistą czy kim tam jeszcze. Wywołać nienawiść między ludźmi to najgorsza rzecz na świecie. Wszyscy, którzy bardzo długo utrzymywali swoje rządy, robili to na zasadzie “Dziel i rządź”. Dużo łatwiej jest zapanować nad dwoma tłumami niż nad jednym. Kiedy masz dwa tłumy to zawsze masz nadzieję, że ten drugi obroni cię przed tym, który idzie na ciebie. A jak idzie jeden, to już nie ma cię kto bronić, bo zazwyczaj w ostatniej chwili wojsko też przechodzi na stronę tłumu.

Co musi się wydarzyć, żeby słowa odzyskały swoje znaczenie?

Myślę, że tych pierwotnych, prawdziwych znaczeń już nie odzyskamy. Były pierwszymi ofiarami tej wojny. A przecież jeszcze niedawno temat polityki był najmniej chętnie dyskutowanym tematem w gronie znajomych. Rozmawiało się o dzieciach, o zainteresowaniach, o wakacjach, o przepisach kulinarnych, a najchętniej o meczach. Nikogo nie interesowały czyjeś poglądy polityczne. Nawet jak ktoś miał inne, to prostu przyjmowało się ten fakt do wiadomości. Mam wielu znajomych, którzy mają inne poglądy polityczne niż ja i nie rozmawiamy o tym. Możemy odłożyć sobie politykę jako temat na półkę, bo i tak mamy tysiąc innych tematów, więc nam to nie przeszkadza. Czyli utrzymujemy stan, który funkcjonował przed wywołaniem wojny. Można? Można. Ale jak te sprawy się podgrzało do temperatury wrzenia, to ciężko tam włożyć palec albo rękę wyciągniętą do zgody, bo zejdzie ci z niej skóra i nie będzie już władna.

A gdzie jest miejsce sztuki?

Na pewno nie w obozie władzy. Sztuka zawsze powinna pokazywać władzy fangę. Być niezależna. Natomiast ta władza bardzo nie lubi jak się jej pokazuje fangi. Na szczęście, nie jestem artystą, który opiera się o jakieś tam budżety. Żaden z podatników nie płaci na mnie daniny w postaci dotacji. Aczkolwiek nie będę tutaj machał szabelką. Mi też mogą coś zrobić. Żyjemy w takich czasach kiedy mogą cię załatwić, zniszczyć w ciągu miesiąca, a jak chcą to ciągu jednej nocy. I co im k.. zrobisz? I chyba właśnie o tym jest ta piosenka “Tu trzeba krzyczeć, trzeba się drzeć”.

Żyjemy w takich czasach kiedy mogą cię załatwić, zniszczyć w ciągu miesiąca, a jak chcą to ciągu jednej nocy. I co im k.. zrobisz? I chyba właśnie o tym jest ta piosenka “Tu trzeba krzyczeć, trzeba się drzeć”

Żeby być na takie rzeczy wyczulonym. Nie pozwalać. W momencie jakiejś totalnie przegiętej propozycji jak ludzie staną razem i powiedzą głośno NIE, to władza się wycofuje. Można jeszcze wpływać na ich decyzje.

“To jeszcze nie wygląda na koniec. Tu się jeszcze wszystko zmieni...”

Przeżyłem czołgi w stanie wojennym i nie było tak strasznie jak teraz. Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Jak były czołgi, to miałem 16 lat i nie miałem nic. Teraz mam 40 lat więcej i więcej do stracenia. I jeszcze ta nieznośna świadomość, że sobą możesz być tylko w Polsce. Nie skończyłem studia z komputerów, tylko historię Polski. Jako historyk wiem też, że historia lubi się powtarzać. I to właśnie się dzieje. Już dawno doszedłem do tego, że w życiu najważniejsze jest życie. I szkoda czasu na pier... się z jakimiś głupstwami, idiotyzmami. Najważniejsze żeby godnie żyć. Uczciwie. Na pełnej wiksie.

Już dawno doszedłem do tego, że w życiu najważniejsze jest życie. I szkoda czasu na pier... się z jakimiś głupstwami, idiotyzmami. Najważniejsze żeby godnie żyć. Uczciwie. Na pełnej wiksie

Jeszcze w listopadzie w MTP urodzinowy koncert Pidżamy. To będą już 32. urodziny. Czy to łatwy wiek na scenie?

Kiedy Pidżama zawieszała swoją działalność w 2007 roku to miała łatkę zespołu dla nastolatek. Faktem jest, że pierwsze rzędy wypełniały nam szczelnie nieletnie dziewczęta. Natomiast teraz po 15 latach te dziewczęta nie są już nieletnie. Są już zdecydowanie letnie. Przychodzą ze swoimi mężami, facetami. Sami faceci też przychodzą (śmiech). Wtedy kiedy funkcjonowaliśmy normalnie czyli lat temu 15 to był taki ciągle zmieniający się cykl. Słuchano nas do pewnego wieku. Potem przestawano, ale słuchały nas już kolejne roczniki. To było takie perpetuum mobile, które przez cały czas zapewniało nam zastrzyk świeżej krwi.

Słuchano nas do pewnego wieku. Potem przestawano, ale słuchały nas już kolejne roczniki. To było takie perpetuum mobile, które przez cały czas zapewniało nam zastrzyk świeżej krwi

Teraz to wygląda inaczej. Nie ma młodych ludzi na naszych koncertach. Przewagę stanowią osoby blisko 30-stki i starsze. Sytuacja jest mniej komfortowa niż kiedyś. Młodych nie ma, bo nie rozumieją o czym śpiewamy. To nie jest ich język. To nie są ich problemy. To inny wszechświat. Inny kosmos. To się gdzieś rozmija. Nie ma nawet tak, że się gdzieś krzyżuje, bo to równoległe drogi prowadzące w różne strony. Mają inny system wartości. Inaczej patrzą na świat. Siłą rzeczy szukają artystów, którzy lepiej ich rozumieją.

Hejt z pewnością przeżywają tak samo. “Świat nie umrze z przejedzenia my umrzemy z nienawiści”. Nie boisz się, że twoja skóra kiedyś pęknie? I skąd się wzięło w nas tyle nienawiści? Nowa rozrywka narodowa?

To nie jest tak, że jak masz pancerz to nie boli. To boli cały czas. Nie podejrzewałbym, że my jako Polacy jesteśmy pod tym względem wyjątkowi. Wszędzie tak jest. Cały świat hejtuje i w takiej rzeczywistości musimy się nauczyć żyć.

To nie jest tak, że jak masz pancerz to nie boli. To boli cały czas

Kiedyś ludzie szli na 20 lat do armii carskiej, dziś przez całe życie muszą borykać się z hejtem. Z życiem z bólem. W pewnym momencie możesz do niego przywyknąć, a jak nie wytrzymujesz, to walisz samobója, ale nie mam zamiaru. Jeszcze nie teraz.

Jak to się stało, że pewnego dnia obudziliśmy się niefajni jako ludzie?

Myślę, że pojawili się wśród nas tacy, którzy potrafili wydobyć z większej części ludzi ich najmniej fajne oblicze. I zderzenie z tymi niefajnymi obliczami jest drastyczne, szokujące, zastanawiasz się jak można być aż tak złym człowiekiem, mieć aż tak złą wolę, być aż tak okrutnym wobec drugiego człowieka. To jest zadziwienie, które nie ustaje, niestety.

Pokolenie twojego syna może to zmienić?

Na pewno jeszcze nie teraz. U nich szkoła życia trwa znacznie dłużej niż w naszym przypadku. To pierwsze globalne pokolenie. Chłopak z Korei niczym się nie różni od chłopaka z Polski. Mają te same problemy, te same rzeczy ich interesują. Kiedy dajmy na to spotkają się na pustyni Gobi będą się świetnie dogadywać. Jedną z immanentnych cech tego pokolenia jest to, że nie mają ochoty zostać pełnoletnimi, samodzielnymi, że przeciągają w nieskończoność start w dorosłość, który zresztą w wielu przypadkach nie wróży im nic dobrego.

Jedną z immanentnych cech tego pokolenia jest to, że nie mają ochoty zostać pełnoletnimi, samodzielnymi, że przeciągają w nieskończoność start w dorosłość, który zresztą w wielu przypadkach nie wróży im nic dobrego

Większość miejsc jest już pozajmowanych, a to było pokolenie, które było chowane w cieplarnianych warunkach, które nie było przyzwyczajone do jakichkolwiek trudności na drodze, trochę rozleniwione, trochę rozpaskudzone przez rodziców i dziadków. Więc jak teraz ma stanąć twarzą w twarz z problemami, to woli się odwrócić do nich plecami i wrócić do taty i mamy albo wybrać jakieś ekstremum, bo bezpieczniej czuje się w grupie.

Poznań nadal jest dla ciebie ezoteryczny?

Zawsze taki będzie jak będzie się patrzyło na niego z przymrużonymi pod pewnym kątem oczami. Napisałem tę piosenkę 24 lata temu. To był opis mojej drogi z radia do chaty. Gdy nie było tak dużo ludzi na ulicach, na Wildzie mieszkał Szatan, panienki stały na alejach Niepodległości koło Muzeum Narodowego, a w okolicy kręcili się ekshibicjoniści. To była fotografia Poznania nocą, ale w połowie lat dziewięćdziesiątych. Teraz nie wracam nocy z pracy do domu. Chodzę wcześniej spać.

Szatan nadal by mieszkał na Widzie, czy by się z niej teraz wyprowadził?

W tych szatańskich dzielnicach dzieje się dużo fajnego. Jeżyce, Wilda, Śródka, Łazarz. Te dwadzieścia kilka lat to w tym przypadku epoka. Ludzie uczą się funkcjonować w sąsiedztwie Szatana, a Szatan chcąc nie chcąc musi tolerować nowe sąsiedztwo. Wychodzą z tego rzeczy, które mi się podobają.

Ludzie uczą się funkcjonować w sąsiedztwie Szatana, a Szatan chcąc nie chcąc musi tolerować nowe sąsiedztwo. Wychodzą z tego rzeczy, które mi się podobają

To oswajanie mocno osadzonych w jakiejś dziwnej, nie zawsze fajnej tradycji starych dzielnic przez nowe żywioły. To świat, który dzieje się poza gabinetami politycznymi. Czyste życie.

Wideo

Materiał oryginalny: Krzysztof "Grabaż" Grabowski: Kiedy słowo stało się niczym - Piła Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3